A w mojej szkole…

… miłość, moi drodzy, miłość się szerzy. I bardzo dobrze!

Szkoła moja nie przestaje mnie zaskakiwać i to w różnych bardzo kwestiach. Na początku września na przykład dowiedziałem się o pewnym ciekawym związku.

Wyobraźcie sobie sytuację dość nietypową. Chłopak jeden spotyka się z pewną dziewczyną, z okazywaniem swoich uczuć oczywiście się nie kryjąc. Jak się jednak okazuje, ma jeszcze jedną. Pomyślicie sobie — ochydny, bigamistyczny zdrajca. Jak tak może!

Dla nikogo to jednak problemu nie stanowi, bowiem dziewczyna ta również jest z tej samej szkoły. Obie się znają, przyjaźnią. Wiedzą także o sobie nawzajem. Podobno — tego już nie wiem — spotykają się czasem wszyscy wspólnie. Ciekawe, niepawdaż?

To teraz na domiar — sytuacja nietypowa jeszcze bardziej. Tylko tutaj zaznaczam od razu, że nie wiem nic na temat związku, to są tylko spostrzeżenia z jednej przerwy, aczkolwiek mnie całkiem zaintrygowały.

Idzie sobie para, obejmują się w pół. Po drodze napotykają chłopaka. Dziewczyna, nie wypuszczając się z objęć swojego partnera, ledwie na palcach dosięgając, cmoka go w usta. Jej parnter wciąż ją trzymając robi to samo.

Żeby było jasne, ja nic nie mam przeciw, po prostu mnie to zaciekawiło, bo takich zjawisk nie spotyka się raczej na co dzień. Nie mam pojęcia, czy oni są też razem w jakimś nietypowym związku, czy to po prostu zwykłe przywitanie. Widzieliście coś takiego?

Swoją drogą, abstrahując od związków typowych i nietypowych, zauważyłem, że niektóre osoby mają tendencję do mówienia “dobranoc”, kiedykolwiek robi się ciemno.

Tak na przykład dzisiaj kobieta w wieku już raczej podeszłym, nieuchybie zbliżającym się do sześćdziesiątki, a nawet i może z 5 lat więcej, wychodząc z autoubusu do swojej koleżanki powiedziała właśnie “dobranoc”. Fakt, ściemniało się już, ale było około godziny 16.

6 Odpowiedzi do “A w mojej szkole…”


  1. 1 Mat 5 styczeń 2009 o 18:26

    Wiesz, ja chodzę do szkoły dość specyficznej, czy może raczej w kwestiach związków – typowej. Póki te dwie nie mają nic przeciwko drugiej, i wszyscy dobrze się z tym czują, nie widzę problemu. Tak samo z drugą sytuacją, z tym że tam może to być przywitanie. :)

    A “dobranoc” mogło być na zapas, tego dnia na przykład mogły się już nie widzieć.

  2. 2 Walker 5 styczeń 2009 o 18:28

    A “dobranoc” mogło być na zapas, tego dnia na przykład mogły się już nie widzieć.

    Na zapas powiadasz? Przykre. Dobrze, że się nie żegnają na śmierć. :)
    A Ty się kiedykolwiek (nie w noc) żegnasz “dobranoc” na zapas?

  3. 3 mardred 5 styczeń 2009 o 18:58

    Mi się zdaża… W ogólę to raz dostałem ochrzan od menela, że o 18:00 mówię do widzenia. Widać tak jest przyjęte.

  4. 4 Walker 5 styczeń 2009 o 18:59

    Mi się zdaża…

    Zdarza, Jakubie, zdarza! Pan Menel widocznie miał rację!

  5. 5 mardred 5 styczeń 2009 o 19:01

    Mi może się zdażyć :)

  6. 6 Mat 5 styczeń 2009 o 19:08

    Owszem, żegnam dobranoc na zapas, rzadko bo rzadko, ale żegnam. :D


Dodaj komentarz