Nie wiadomo dlaczego, jak i skąd, zawsze interesowały mnie badania opinii publicznej, chociażby w takiej zwykłej ankiecie, którą przeprowadza się na ulicy.
Akurat wczoraj zdarzyło się tak, że w ramach zbiórki, a właściwie krótkiego rajdu, na jego zakończenie dostaliśmy zadanie w ciągu 40 minut wykonać 5 ankiet.
I to od razu zaznaczyć trzeba, że myśleliśmy, że będzie łatwo, a okazało się zupełnie odwrotnie. Ludzie nie są przyjaźni. My, a w mojej grupie była nas trójka — ja, i dwie dziewczyny, w tym jedna zdecydowanie mniejsza, do nich z uśmiechem na ustach, ładne dzieńdobry, a oni albo się na nas nie spojrzą, albo nie wiadomo czy gorsze — burkną coś nieprzyjemnego.
Czy oni się wszyscy boją, że będziemy chcieli od nich pieniędzy? Najbardziej smutne jest to, że najgorzej zachowywali się ludzie starsi.
Nie przedłużając jednak, bo chciałem napisać o czymś innym. Jedna ze starszych kobiet, którą po drodze spotkaliśmy, najpierw myślała, że chcemy pieniędzy, a jak wytłumaczyliśmy, to powiedziała, że nie, bo ona się w politykę nie miesza. Jakoś szybko udało mi się podkreślić słowo harcerstwo i zgodziła się już wtedy z uśmiechem. Miała słaby słuch, pewnie dlatego.
Gdy zaczęliśmy ją pytać, to ona tak naprawdę zaczęła nam nie odpowiadać, a opowiadać. W pewnym momencie powiedziałem sobie pal licho ankietę. Było to bardzo ciekawe, a szkoda, że nie jestem w stanie przytoczyć tej opowieści.
Najpierw mówiła, co za jej czasów harcerstwa się robiło. Bardzo ciekawe, oczywiście nie tak szokujące, bo jednak mamy trochę wiadomości na temat własnej historii, czy to właśnie z opowiadań czy książęk.
Następna opowieść była już bardzo, bardzo emocjonalna, a co za tym idzie dosyć chaotyczna. Starsza kobieta, jak powiedziała, w wieku 84 lata, powiedziała nam historię swojej ucieczki z Berlina. Zaczęło się to od tego, że ukrywała się z jakimiś trzema innymi kobietami mniej więcej w swoim wieku na poddaszu domu. Była tam też jedna starsza kobieta, która wciąż powtarzała im, żeby uciekać i na nią nie patrzeć.
Kiedy niemieccy żołnierze byli już blisko domu, one postanowiły z drugiej strony wyskoczyć, z poddasza. Wtedy dostała poważnego urazu nogi. Tak poważnego, że, jak nam powiedziała, 2 dni temu była na kolejnej operacji i ciągnie się to za nią przez całe życie.
Starsza Pani kontynuowała, ale przywróciło to jej tak wspomnienia, że w pewnym momencie niewiele dało się już zrozumieć, a kobieta rozpłakała się, przeprosiła nas, odwróciła się i odeszła.
Muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się, że podczas takiej głupiej ankiety na temat harcerstwa w moim powiatowym mieście mogę spotkać się z taką sytuacją. Podziwiam tę kobietę, bo jak na swój wiek — 84 lata trzyma się bardzo dobrze. Powiedziałem jej to zresztą w trakcie rozmowy.
Kiedy opowiadała, ja nie wiedziałem za bardzo jak się zachować, co zrobić. Postanowiłem nic nie mówić i patrzyłem jej w oczy. Były tak szczerze i jednocześnie pokazywały, że przeszła o wiele więcej niż zdążyła nam powiedzieć. O powstaniu warszawskim wspomniała tylko słowem, zaraz przed pierwszymi łzami.
Najnowsze komentarze