Byłem sobie ostatnio w Pałacu Prezydenckim, z moją szkołą rzecz jasna. A wcześniej zawitaliśmy w Belwederze. Przygody z BORem i wesoła mina Pana Prezydenta.
Zasadniczo to nic ciekawego ani w jednym miejscu, ani drugim nie było. Zaczęło się z samego rana, bo nie mieliśmy pierwszej lekcji historii i niefortunnie uciekło nam mrożące krew w żyłach zeń pytanie. Spotkaliśmy się pod pomnikiem Józefa Piłsudzkiego, stamtąd już grupą weszliśmy do Belwederu.
Zapomniałem jeszcze wspomnieć, jaki był mój cel wizyty. Otóz, w związku z tym, że moja szkoła jest taka elytarna, to zostaliśmy zaproszeni na wykład historyczny jednego z tegorocznych olimpijczyków. Wykład ten podlegał, rzecz jasna, ocenie szacownej komisji, składającej się z profesorów płci męskiej oraz jednej, niepozornej, starszej pani profesor z nieustającym uśmiechem na ustach.
W bramie bocznej od strony właśnie tego pomnika sprawdzał nas BOR. Narazie tak prowizorycznie, bo dostał listę nazwisk (tydzień wcześniej gruntownie przez bazy danych oczywiście sprawdzoną) i z nią spoglądał na nasze legitymacje albo dowody, a my sobie kulturalnie przez bramę przechodziliśmy.
Dalej były już drzwi, te konkretne, a za nimi młoda, całkiem atrakcyjne pani oficer oraz pan oficer fizycznie w typie Bonda. Tu już wszystkim znana kwestia – wykładamy rzeczy elektroniczne i metalowe do koszyczka, plecaczek pod rentgenik, a my przez brameczkę.
Zatrzymujemy się przy koledze z dezodorantem. Chłopak się trochę przestraszył, jak pan oficer wyjął mu spray z plecaka, popatrzył, poczytał, a następnie… kazał się samemu popsikać! Wszystkim z początku wydało się to trochę dziwne, ale z drugiej storny jakie sprytne, nieprawdaż?
No dobrze, ta sama pani oficer odprowadza nas do jakiegoś pokoiku, a zaraz później przechodzimy do innej sali, gdzie odbywa się wykład. Wykład jak wykład, choć ten był prawie w całości interaktywny, to nudny. Może gdybyśmy wcześniej wiedzieli, jaki temat będzie poruszał, to z przygotowaniem wyszłoby ciekawiej? Wracamy do szkoły. Ale tylko na 2 lekcje.
Ta część jest nudna i prozaiczna, przeskoczmy więc od razu pod Pałac Prezydencki.
Sprawdzanie się powtarza. Ta sama lista, choć na dokumenty patrzą już dłużej. Tym razem jesteśmy bez opiekuna. Przepuszczono nas przez bramę, wskazano drogę. Dalej to samo sprawdzanko, ale BOR w plecaku kolegi znajduje tym razem co innego…
Termos! Wyciąga z plecaka, trzącha, zagląda do środka i pozwala iść. Grzecznie (faktycznie to było trochę głośno) zostawiamy kurteczki na wieszaczkach i plecaczki również. Maszurejmy schodami na górę i praktycznie bezpośrednio trafiamy do tej słynnej, zielonkawej sali, gdzie rozdawane są wszystkie nominacje, odznaczenia itd., i gdzie klamka do drzwi jest niespotykanie wysoko.
Ustawiamy się naprzeciw pulpitu po drugiej stronie sali, w miarę równo (ale tylko w miarę). Cierpliwie czekamy…
Czekamy…
- Szanowni Państwo, Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, Pan Lech Kaczyński! – rozległy się gromkie brawa.
Komisja ogłasza wyniki Olimpiady Historycznej “Losy Żołnierza i Dzieje Orężą Polskiego”, a Pan Prezydent w swej hojności obdarowywuje każdego nagrodami, czyli jak się później okazuje, książką. Później typowe na takie okazje przemówienie (tj. jak ważna historia jest w naszym życiu, że młodzież tak uzdolnioną mamy, itepe, itede, z ciągłym potakiwaniem profesorów, kiedy Pan Prezydent odwróci do nich głowę, wspominając o konkretnym wydarzeniu historycznym tudzież dacie). Lekko komicznie.
Znów przewijamy do przodu…
Impreza się kończy, wszyscy już wychodzą. No tak, tylko my nie. Prezydent swe kroki kieruję już w stronę tych samych drzwi, którymi wchodził, ale niestety… Łapie go kolega i pyta: Panie Prezydencie, Panie Prezydencie, może zechciałby Pan zrobić sobie z nami zdjęcie?
Widać było lekkie zmieszanie na jego twarzy, ale cóż zrobić, przecież nie odmówi. Swoją drogą, też bym się chyba zdziwił, gdybym był prezydentem i nagle ktoś z tyłu za mną podbiega, gdy wszyscy już wyszli i krzyczy prosząc o zdjęcie. Wyglądało to trochę śmiesznie, ale zazdroszczę odwagi koledze. Nie dość, że w ogóle tak bezpośrednio zagadać do prezydenta, to jeszcze podbiec, mając w towarzystwie BOR.
No a zdjęcie, jak zdjęcie, zwykłe. Głupie miny (nie powiem kogo), wszyscy się wyrywają, byleby tylko na tym zdjęciu obok głowy państwa się znaleźć. A ja, że mały, się nie załapałem. Smuteczek!


0 Odpowiedzi do “Zdjęcie z Prezydentem Kaczyńskim”