Kiedy się pisze na nieznany temat…

Miałem na dzisiaj napisać writing na angielski. Do wyboru było 5 tematów, z czego ja wybrałem artykuł na temat gwiazdy pop, filmowej lub sportowca, który jest najbardziej znany w naszym kraju i poza nim. Napisałem o Robercie Kubicy. A paradoksalnie dlatego, że ani o Kubicy, ani o Formule 1, ani o typowym polskim sporcie typu nożna, siatka, skoki czy F1 nie mam kompletnie pojęcia. Co jeszcze bardziej paradoksalne — przyszło mi to z ogromną łatwością i w niemal 30 minut miałem skończoną pracę.

Żałoba i Lany Poniedziałek

… czyli co mnie dzisiaj zdenerwowało.

Pierwszą rzeczą jest ogłoszona żałoba narodowa. Bezsensowna i idiotyczna. Jasne, to wielka tragedia. Spłonął budynek, zmarły 22 osoby. Nie mam zamiaru tego negować. Zastanawiam mnie jedynie, dlaczego cała Polska ma przez to być w żałobie przez dwa dni? To przecież nawet pośrednio ani kraju, ani rodaków nie dotyczy.

Już ogłoszona wielka pomoc dla ofiar i dzieci, które straciły swoich rodziców. Zapomogi, renty i innego rodzaju obiecanki. Już premier z prezydentem lecą z natychmiastową pomocą. Ale dlaczego? Dlaczego?

Dlaczego nie ogłoszono żałoby z powodu śmierci 25 osób w wypadkach drogowych w te święta? Przecież to nawet większa liczba niż ofiar w tym pożarze. Czy Ci z pożaru są jacyś ważniejsi? Każdy polityk zaprzeczy.

Byłem i jestem przeciwny żałobom narodowym przez takie wydarzenia, ale nawet to pomijając, uważam, że aktualne działania głowy państwa i rządu są tylko i wyłącznie czystym populizmem i piarowskim zabiegiem, mających pokazać ojców narodu wyrażających troskę o swoich podopiecznych.

Druga sprawa to śmigus-dyngus. Jedni uważają to za zło i dziecinadę, inni za świetną okazję do zabawy (o ile oczywiście dotyczy to wszystkich i jest przemyślane). Ja należę do tej drugiej grupy. Zawiodłem się jednak, gdy rano wstałem, spojrzałem przez okno i nie zobaczyłem ani jednego dzieciaka z pistoletem, butelką czy jakimkolwiek inną “bronią”. Klatki schodowe suche, ulice suche, chodniki suche. Nic.

Gdy przeszedłem się po osiedlu, mając nadzieję, że jednak ktoś mnie dopadnie, nie znalazłem wiele więcej. Może czwórka młodszych dzieciaków z pierwszych klas podstawówki z jajkopodobnymi, małymi, plastikowymi oblewaczkami.

Poczułem się trochę dziwnie, bo pamiętam sam, że jeszcze parę lat temu na taką możliwość czekało się cały rok. Później zbieraliśmy się w parosobowe klany, czasem nawet kilkunastoosobowe i zaczynaliśmy prawdziwe wojny. Wojny, sojusze, rozejmy, podstępy, pułapki, szpiegostwo. Cały asortyment, parogodzinna zabawa, różne rodzaje broni, wielokrotne zmienianie ciuchów. Ganianina i krzyki.

Teraz nie zobaczyłem nawet namiastki tego, co tak bardzo ja i moi rówieśnicy kochaliśmy robić w dzieciństwie. Nie mam pojęcia, czym mogło to być spowodowane, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku tradycja powróci na osiedle. Pozytywna, zakręcona zabawa, mniej lub więcej przyzwalana raz do roku.

Po trzecie, ładny dzisiaj, słoneczny mamy dzień.

aaaa

CC by-nc-sa, Steffe

Bałwan i szyfry

Ostatnio, gdy prowadziłem zbiórkę, musiałem wymyślić coś bardziej oryginalnego, żeby się dzieciaki nie zanudziły przy tych szyfrach. Nie będę jednak opisywał całego konspektu, powiem tylko pare słów o samym końcu zbiórki.

W pewnym momencie powiedziałem im, że mają zadanie. Czas operacyjny — 3 minuty. Wybiec ze szkoły, znaleźć zaszyfrowaną wiadomość na jej terenie, odszyfrować na miejscu i przybiec z powrotem z odpowiedzią.

A jak wyglądała wiadomość? Ano wpadłem trochę na niekonwencjonalny, szalony pomysł. Niektórzy może pokusiliby się nawet o słowo zboczone, szczególnie w odwołaniu do Freuda.

Czytaj dalej ‘Bałwan i szyfry’

Sonda uliczna i harcerstwo

Nie wiadomo dlaczego, jak i skąd, zawsze interesowały mnie badania opinii publicznej, chociażby w takiej zwykłej ankiecie, którą przeprowadza się na ulicy.

Akurat wczoraj zdarzyło się tak, że w ramach zbiórki, a właściwie krótkiego rajdu, na jego zakończenie dostaliśmy zadanie w ciągu 40 minut wykonać 5 ankiet.

I to od razu zaznaczyć trzeba, że myśleliśmy, że będzie łatwo, a okazało się zupełnie odwrotnie. Ludzie nie są przyjaźni. My, a w mojej grupie była nas trójka — ja, i dwie dziewczyny, w tym jedna zdecydowanie mniejsza, do nich z uśmiechem na ustach, ładne dzieńdobry, a oni albo się na nas nie spojrzą, albo nie wiadomo czy gorsze — burkną coś nieprzyjemnego.

Czy oni się wszyscy boją, że będziemy chcieli od nich pieniędzy? Najbardziej smutne jest to, że najgorzej zachowywali się ludzie starsi.

Nie przedłużając jednak, bo chciałem napisać o czymś innym. Jedna ze starszych kobiet, którą po drodze spotkaliśmy, najpierw myślała, że chcemy pieniędzy, a jak wytłumaczyliśmy, to powiedziała, że nie, bo ona się w politykę nie miesza. Jakoś szybko udało mi się podkreślić słowo harcerstwo i zgodziła się już wtedy z uśmiechem. Miała słaby słuch, pewnie dlatego.

Gdy zaczęliśmy ją pytać, to ona tak naprawdę zaczęła nam nie odpowiadać, a opowiadać. W pewnym momencie powiedziałem sobie pal licho ankietę. Było to bardzo ciekawe, a szkoda, że nie jestem w stanie przytoczyć tej opowieści.

Najpierw mówiła, co za jej czasów harcerstwa się robiło. Bardzo ciekawe, oczywiście nie tak szokujące, bo jednak mamy trochę wiadomości na temat własnej historii, czy to właśnie z opowiadań czy książęk.

Następna opowieść była już bardzo, bardzo emocjonalna, a co za tym idzie dosyć chaotyczna. Starsza kobieta, jak powiedziała, w wieku 84 lata, powiedziała nam historię swojej ucieczki z Berlina. Zaczęło się to od tego, że ukrywała się z jakimiś trzema innymi kobietami mniej więcej w swoim wieku na poddaszu domu. Była tam też jedna starsza kobieta, która wciąż powtarzała im, żeby uciekać i na nią nie patrzeć.

Kiedy niemieccy żołnierze byli już blisko domu, one postanowiły z drugiej strony wyskoczyć, z poddasza. Wtedy dostała poważnego urazu nogi. Tak poważnego, że, jak nam powiedziała, 2 dni temu była na kolejnej operacji i ciągnie się to za nią przez całe życie.

Starsza Pani kontynuowała, ale przywróciło to jej tak wspomnienia, że w pewnym momencie niewiele dało się już zrozumieć, a kobieta rozpłakała się, przeprosiła nas, odwróciła się i odeszła.

Muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się, że podczas takiej głupiej ankiety na temat harcerstwa w moim powiatowym mieście mogę spotkać się z taką sytuacją. Podziwiam tę kobietę, bo jak na swój wiek — 84 lata trzyma się bardzo dobrze. Powiedziałem jej to zresztą w trakcie rozmowy.

Kiedy opowiadała, ja nie wiedziałem za bardzo jak się zachować, co zrobić. Postanowiłem nic nie mówić i patrzyłem jej w oczy. Były tak szczerze i jednocześnie pokazywały, że przeszła o wiele więcej niż zdążyła nam powiedzieć. O powstaniu warszawskim wspomniała tylko słowem, zaraz przed pierwszymi łzami.

Następna strona »